• Ewa Beynar-Czeczott

    Opublikowany Lipiec 22, 2016 przez w kategorii: Relacje o Jerzym Turowiczu

    Pamiętam swoje pobyty w „Tygodniku”, kiedy byłam zaledwie kilkuletnią dziewczynką. Nie powiem, robiły one na mnie wrażenie. Przecież byłam w redakcji! Na dodatek anonsowano mnie: „To Ewa, córka Lecha Beynara”. Z tamtych czasów najlepiej zapamiętałam jednak nie Jerzego Turowicza, naczelnego pisma, ale Kisiela, ponieważ… oświadczył mi się! Powiedział: „Jak Lidka umrze, to się z tobą ożenię”.

    Sprawy bardziej redakcyjne jeszcze mnie wówczas nie interesowały. I, niestety, z biegiem lat niewiele się pod tym względem zmieniło, tym bardziej, że ojciec nie był wylewny – właściwie był nawet skryty – w mówieniu tak o przeszłości (wojnie, partyzantce czy pobycie w więzieniu), jak o swojej pracy publicystycznej. Jeśli wracał do swoich przejść wojennych czy tużpowojennych, opowiadał jakieś epizody, z reguły zabawne, nigdy ponure czy przerażające. (Wspomnienia wojenne zostały zresztą spalone od razu po wojnie i nigdy nie odtworzone; ojciec na pewno zamierzał napisać je ponownie w „Pamiętniku”, ale nie zdążył).

    W czasach, kiedy Kisiel mi się oświadczał, ojciec był redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Niewątpliwie to środowisko było dla mojego ojca oparciem i punktem odniesienia. Jednoczyła go z nim podobna ocena rzeczywistości, zbieżność światopoglądów, ale też kresowe korzenie wielu członków redakcji. Kresowiakami byli przecież Janina i Antoni Gołubiewowie, zaprzyjaźniona z tatą rodzina żony Jacka Woźniakowskiego, Mai Plater-Zyberk, Elwira i Stanisław Stommowie, czy ks. Andrzej Bardecki i Józefa Golmontówna-Hennelowa, którzy pojawili się w „Tygodniku” nieco później.

    Cezurą w kontaktach mojego ojca z „Tygodnikiem” jest na pewno jego aresztowanie na początku lipca 1948 roku. Mój ojciec wynajmował wtedy pokój w mieszkaniu przy ulicy Zwierzynieckiej 32, a aresztowano go w mieszkaniu jego znajomych przy Placu Kossaka, gdzie przyszedł się wykąpać, ponieważ u niego nie działała łazienka. Taka przynajmniej istnieje opowieść. W mieszkaniu tym, zajmowanym przez jego znajomych z czasów konspiracji, m.in. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, urządzono tzw. kocioł, w który wpadł mój ojciec.

    Do dzisiaj pojawiają się „znawcy”, którzy, tak samo jak insynuował Władysław Gomułka w słynnym przemówieniu z 19 marca 1968 roku, uważają, że Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, dowódca mojego ojca z partyzantki (konkretnie był to dowódca V Brygady Wileńskiej AK, były oficer zawodowy 4 pułku ułanów, u którego mój ojciec służył do sierpnia 1945 roku), został później aresztowany niż mój ojciec, sugerując, że mój ojciec przyczynił się do schwytania go i osadzenia w więzieniu, którego żywy już nie opuścił (został stracony w lutym 1951 roku). To nieprawda. Panowie spotykali się, z reguły w Zakopanem, i rozmawiali (oczywiście, nie tylko o życiu czy zdrowiu żony). „Łupaszka” słał zresztą listy z Zakopanego do mojego ojca, adresując je na redakcję „Tygodnika”. Dowódca został jednak aresztowany kilka dni przed moim ojcem: „Łupaszka” 26 czerwca, mój ojciec – 2 lipca.

    Zofia Starowieyska-Morstinowa, Antoni Gołubiew, Stanisław Stomma i Jerzy Turowicz napisali wówczas list w obronie mojego ojca do ministra bezpieczeństwa publicznego, Stanisława Radkiewicza. Zakończyli go słowami: „(…) jesteśmy przekonani, że p. Beynar absolutnie nie mógł należeć do jakiegokolwiek ruchu nielegalnego i podejrzenie go o to jest niewątpliwie pomyłką. Wobec tego pozwalamy sobie prosić Pana Ministra o interwencję w jego sprawie. Sądzimy bowiem, że działalność publicystyczna Jasienicy jest w Polsce potrzebna i pożyteczna, a jego zatrzymanie powoduje tylko niepotrzebny ferment i szkodliwe zaniepokojenie”. Nie mogli nie napisać takiego listu.

    Ojciec wyszedł z więzienia pod koniec sierpnia 1948 roku, dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego, który w zamian za pomoc oczekiwał współpracy mojego ojca z prowadzonym przez niego Stowarzyszeniem PAX, popierającym panujący wówczas w Polsce reżim. Ojciec zgodził się pisać dla „Dziś i Jutro”, pisma PAX-u, ale od razu po uwolnieniu pojechał do krakowskiego metropolity, kard. Adama Stefana Sapiehy, by porozmawiać o swojej dalszej w „Tygodniku” przyszłości. Razem ustalili, że skoro ojciec zobowiązał się współpracować z PAX-em, zakończy pracę w „Tygodniku”. To było jasne, uczciwe postawienie sprawy – nie można przecież było działać na dwa fronty.

    Sama umowa z Piaseckim była rzecz jasna kurtuazyjna, tak więc ojciec umieszczał od czasu do czasu teksty publicystyczne i reportaże na łamach „Tygodnika”. Nigdy też chyba nie zetknął się w redakcji z nieufnością, ale zawsze z dużą sympatią i zrozumieniem.

    Władysław Bartoszewski zna okoliczności, w jakich mój ojciec kilka lat później wymotał się ze współpracy z PAX-em, która przecież była wymuszona i od początku niezwykle go uwierała. Otóż, mój tato poszedł do Piaseckiego i powiedział, że już nie może dłużej współpracować z katolikami, gdyż właśnie stracił wiarę…

    ***

    Po tamtym, przymusowym, rozstaniu z redakcją „Tygodnika Powszechnego”, ojciec nigdy nie związał się już z pismem formalnie. Nadal jednak, i rozumiało się to samo przez się, to było jego pismo, a pracujący w nim redaktorzy pozostali jego przyjaciółmi. Systematycznie spotykał się z tymi członkami redakcji pisma, którzy mieszkali w Warszawie: Władysławem Bartoszewskim, Stommą (znajomość z obojgiem Stommów wywodziła się jeszcze z czasów wileńskich), Stefanem Kisielewskim. Z Turowiczem widywał się rzadziej – choć w domu panowała atmosfera, że Turowicz to jest ktoś – już prędzej z Jackiem Woźniakowskim. „Tygodnik”, jak się domyślam, nie był najważniejszym tematem tych spotkań, raczej bieżące wydarzenia polityczne, choćby wydarzenia marcowe, kiedy mój ojciec stał się ofiarą podejrzeń Gomułki.

    W stu ośmiu teczkach mojego ojca, jakie zgromadzono w Instytucie Pamięci Narodowej, nazwa „Tygodnik Powszechny” pojawia się dość często. Inwigilując osobę Beynara-Jasienicy, starano się zebrać informacje także o „środowisku”. Było to dla bezpieki ważne, bo inwigilacja „Tygodnika” się nie powiodła – nie dotarto, po prostu, zbyt głęboko. Tyle, że z wszystkich starań za dużo nie wyniknęło. Teczki nie zawierają niczego konkretnego, poza dość ogólnymi stwierdzeniami, że Paweł Jasienica wyrażał w „Tygodniku” takie, a takie poglądy.

    Natomiast ludzie „Tygodnika” pojawiają się w teczkach mojego ojca sporadycznie, z czego wynika, że z nimi raczej nie „konspirował”. A zaręczam, że kręciło się wokół niego tyle „wtyczek” systematycznie składających SB raporty, że takie kontakty czy spotkania na pewno nie mogłyby im umknąć. Sama też sobie nie przypominam, by ojciec brał udział w naradach redakcyjnych, nigdy przynajmniej o tym nie mówił. Przypuszczam, że tato był traktowany jako jedno z najlepszych piór tego pisma i tyle – nie angażowano go natomiast, ani sam o to nie zabiegał, w bieżące życie redakcyjne.

    W chwilach trudnych ekipa „Tygodnika” była jednak na wyciągnięcie ręki. Tak było we wspomnianym już 1948 roku, kiedy aresztowano mojego ojca. Tak stało się też w 1965 roku, kiedy zmarła nagle jego pierwsza żona, a moja mama. Ojciec był w Krakowie, w redakcji, która świętowała 20-lecie powstania tytułu; mama zmarła w dniu jego powrotu do domu. Otrzymaliśmy wtedy sporo listów z wyrazami wsparcia i pociechy, właśnie od redaktorów „Tygodnika”. Bardzo nam też pomogli Stommowie.

    W 1968 roku ojciec zaprotestował przeciwko zdjęciu z afisza „Dziadów” w reż. Kazimierza Dejmka, w marcu otwarcie poparł protestującą młodzież akademicką. Najgorsze przyszło jednak parę dni później, kiedy Gomułka podczas partyjnego plenum w Sali Kongresowej publicznie pomówił ojca o współpracę z aparatem władzy, mówiąc, że „śledztwo przeciwko Jasienicy zostało umorzone z powodów, które są mu znane. Został on zwolniony z więzienia”. Pomówienie to ojciec przyjął bardzo ciężko, podobnie jak cenzorski zapis na jego teksty i książki, który trwał aż do jego śmierci w sierpniu 1970 roku. Także wtedy nie zabrakło solidarności ze strony „Tygodnika” i wielu innych ludzi. Bardzo to było ważne dla ojca, bo on realnie obawiał się, że ludzie uwierzą w te insynuacje Gomułki, że zaczną się od niego odwracać na ulicy, nie będą mu podawać ręki. Nic takiego nie miało miejsca. Zastanawialiśmy się, co będzie dalej? Czym się to może skończyć? Baliśmy się aresztowania i procesów pokazowych, czego się niby lud pracujący domagał. Tymczasem skończyło się właściwie niczym, bo ojca nawet nie wyrzucono ze Związku Literatów. Zostały podejrzenia… Ojciec uważał wtedy, że należy cicho siedzieć, sprawę przeczekać i patrzeć, co z tego wyniknie. Inaczej, niż np. Antoni Słonimski, który twierdził, że należy chodzić po kawiarniach i pokazywać, jak „dobrze się mamy”.

    ***

    Przyjaciół z „Tygodnika” nie zabrakło też po śmierci mojego ojca – byliśmy przez nich właściwie hołubieni. Pani Elwira Stommowa zajęła się mną, moim mężem i naszym maleńkim dzieckiem z niemal macierzyńskim oddaniem. Gołubiew po śmierci taty przysłał bardzo piękny list, który Bohdan Cywiński odczytał na pogrzebie. Przyjaźń z prof. Bartoszewskim odziedziczyłam po moim ojcu i kontynuuję do dzisiaj.

    Warszawa, 22 października 2009 r.

    EWA BEYNAR-CZECZOTT (ur. w 1938 roku w Wilnie) jest z wykształcenia inżynierem hydrotechnikiem; autorką książki Mój ojciec, Paweł Jasienica (Prószyński i S-ka, Warszawa 2006). Z mężem Olgierdem Czeczottem ma czworo dzieci; mieszka w Warszawie.

    LEON LECH BEYNAR, ps. PAWEŁ JASIENICA (ur. w 1909 roku w Symbirsku nad Wołgą – zm. w 1970 roku w Warszawie), syn Mikołaja i Heleny z Maliszewskich, Polaków osiadłych w Imperium Rosyjskim; rodzina powróciła do Polski dopiero w roku 1920. Lech Beynar zdał maturę w Grodnie, potem ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Pracował jako nauczyciel w Grodnie, później jako spiker w rozgłośni wileńskiej. Ożenił się z Władysławą z Adamowiczów.

    W czasie wojny należał do ZWZ, później AK, redagował pismo konspiracyjne „Pobudka”. Uniknął wraz z żoną i córką wywózki na Wschód, co nie ominęło jego rodziców i siostry. W lipcu 1944 uczestniczył w walkach o Wilno; miał zostać oficerem łącznikowym przy sztabie Armii Czerwonej. Gdy NKWD aresztowało przywódców AK i zaczęło rozbrajać jej oddziały, Beynar uciekł do lasu, a po wybuchu powstania warszawskiego usiłował przedostać się do stolicy. Zatrzymany pod Grodnem, skierowany został do oddziału Wojska Polskiego w Dojlidach, skąd zbiegł, gdy nie wydano mu broni. W Puszczy Białowieskiej dołączył do resztek V Brygady Wileńskiej AK, którą dowodził mjr Zygmunt Szendzielarz, ps. „Łupaszka”. Jego służba u „Łupaszki” skończyła się latem 1945, gdy został ranny. Oddział rozwiązał się na przełomie sierpnia i września, a Beynar, przyjąwszy pseudonim Paweł Jasienica (od nazwy miejscowości, w której leczył rany), przedostał się do Krakowa. W 1946 roku został członkiem redakcji „TP” i szybko zdobył rozgłos jako publicysta i reportażysta. Aresztowany dwa lata później, zwolniony po interwencji Bolesława Piaseckiego, przeniósł się do Warszawy i tam kontynuował działalność pisarską, skupiając się zwłaszcza na reportażu historycznym.

    Jego najsłynniejszym dziełem stała się popularyzatorska synteza dziejów Polski (Polska Piastów – 1960, Polska Jagiellonów – 1963, Rzeczpospolita Obojga Narodów cz. 1–3, 1967–1972). Po Październiku działał we władzach Związku Literatów Polskich i w Klubie „Krzywego Koła”, w 1964 podpisał List 34 w obronie wolności słowa. W 1968 roku, po wystąpieniu na zebraniu warszawskiego oddziału ZLP, stał się obiektem nagonki propagandowej; atakował go imiennie I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka, objęto go całkowitym zakazem publikacji. Pośmiertnie wydano m.in. Rozważania o wojnie domowej i Pamiętnik (ostatnio w wyd. Prószyński i s-ka, Warszawa 2006). Po odtajnieniu akt SB okazało się, że druga żona pisarza, Zofia Nena Obreteny, była agentką SB, składającą systematycznie raporty o jego działalności (patrz: Jerzy Morawski Pisarz pod nadzorem, Rzeczpospolita nr 81, 6–7 kwietnia 2002, s. A9, dodatek: Plus–Minus nr 14; Ewa Beynar-Czeczott, „Taki już jestem i tego nie potrafię”, Tygodnik Powszechny nr 25, 23 czerwca 2002, s. 5).

    Wysłuchała i napisała: Anna Mateja

    © Copyright by Fundacja Tygodnika Powszechnego

Tutaj nie można dodawać komentarzy.